Co z tym smoczkiem?



Jakiś czas temu kilka mam pytało mnie o to, „Co z tym nieszczęsnym smoczkiem?”. Chciały wiedzieć, co – jako logopeda i mama w jednym – sądzę na ten temat. Postanowiłam zatem napisać dzisiaj kilka słów o wpływie smoczka na nasze dzieci.


Wiadomo nie od dziś, że nasze maleństwa rodzą się z naturalną potrzebą ssania, które je uspokaja, wycisza. Jest ono dla malucha nie tylko sposobem odżywiania - zaspokaja też potrzebę bezpieczeństwa, ciepła, bliskości, koi i dostarcza miłych wrażeń, kiedy dokucza nuda i brak atrakcji. Jednym słowem - sama przyjemność. Nic dziwnego, że kiedy maluch jest zmęczony, znudzony, samotny, zdenerwowany - chce ssać.


Najprostszym sposobem, aby zaspokoić potrzebę ssania, jest karmienie piersią. Dzieci, które potrzebują długiego uspokajania, bardzo często „wiszą” na piersi mamy przez kilkadziesiąt minut, nie mając dość. To zupełnie normalne zachowanie. Czasami jednak bywa męczące. W takich sytuacjach rodzice najczęściej sięgają po smoczek  – zdecydowanie najprostszą, ale i najmniej korzystną metodę zaspokajania potrzeby ssania u małego dziecka.  


Sama bardzo się przed nim wzbraniałam. Uważałam, że karmienie piersią wystarczy; że żadne dodatkowe uspokajacze nie będą potrzebne. Udawało nam się przez ok. dwa pierwsze tygodnie życia Szymka. 
Kiedy byliśmy jeszcze w szpitalu, smok w ogóle nie był potrzebny. Synek albo spał, albo jadł. Po powrocie do domu początkowo też dawaliśmy radę bez smoczka, ale któregoś dnia, gdy byliśmy już bardzo zmęczeni, a Szymon marudny, złamaliśmy się i daliśmy. Zassał od razu.


Pilnowaliśmy, aby Szymek ssał smoka tylko wtedy, gdy zasypiał lub kiedy był bardzo zdenerwowany. Podczas snu sam go wypluwał, więc nie było powodów do zmartwień.


Obecnie nasz Synek ma 11 miesięcy, a smoczek nadal jest z nami. Co prawda tylko podczas zasypiania i jakiegoś wielkiego zmartwienia, ale jednak jest. Wiem, że powinnam już działać w kierunku wyeliminowania smoczka z życia Szymka,…


ALBOWIEM: 


1. Smoczek może uzależniać, zwłaszcza jeśli podawany jest dłużej niż 4, 5 miesięcy.


Smoczek powinien być stosowany przez pierwsze trzy miesiące życia dziecka i to tylko do zasypiania.  

2. Zbyt długie ssanie smoczka może powodować  wady zgryzu,  wady wymowy oraz nadmierne ślinienie.
 
Utrzymywanie smoczka w buzi powoduje niekontrolowany wyciek śliny i zmniejsza napięcie mięśni warg. Tym samym dziecko coraz silniej i mocniej się ślini, język wypada z jamy ustnej, a mięśnie aparatu artykulacyjnego nie pracują prawidłowo. 


Nawyk ssania smoczka nie zachęca dziecka także do gaworzenia, będącego bardzo ważnym etapem w rozwoju mowy.


Również wiele wad zgryzu jak np. zgryz otwarty jest następstwem długotrwałego ssania smoczka (lub utrzymywania palca w buzi). Taka wada zgryzu często powoduje seplenienie międzyzębowe. Uniemożliwia dziecku prawidłową artykulację głosek s, z, c, dz, sz, ż, cz, dż oraz sprawia , że są one realizowane poprzez wsuwanie czubka języka między górne i dolne siekacze.


Długotrwałe utrzymywanie smoczka w buzi powoduje także opóźnienie pionizacji języka, czyli kłopoty z jego unoszeniem. Pozwalając na długotrwałe ssanie smoczka, pozbawiamy nasze dziecko możliwości naturalnego napinania mięśni języka i ćwiczenia pionizacji jego czubka. To w konsekwencji prowadzi do opóźnienia rozwoju mowy, a w późniejszym czasie do takich wad wymowy jak m.in. seplenienie (tj. nieprawidłowa artykulacja głosek s, z, c, dz, sz, ż, cz, dż).


Żeby do tego nie doszło, lepiej kupować smoczki o kształcie anatomicznym, przypominającym kobiecą brodawkę i dbać o to, by dziecko miało smoczek w buzi jak najrzadziej i jak najkrócej.



Należy też pamiętać, że krzywe zęby to jeszcze nie koniec świata. Wady zgryzu można dziś dosyć łatwo skorygować za pomocą aparatu ortodontycznego. Jeśli maluch jest bardzo przywiązany do smoczka, nie warto na siłę zmuszać go do porzucenia go z obawy przed wadą zgryzu. Uraz psychiczny po dramatycznym rozstaniu ze smoczkiem może mieć poważniejsze i bardziej długotrwale skutki niż przejściowe kłopoty ze zgryzem. Jeśli niepokoimy się o zęby, możemy wybrać się do ortodonty i spytać o tzw. płytkę przedsionkową, która koryguje niewielkie wady spowodowane ssaniem smoczka.


3. Ssanie smoczka może mieć niekorzystny wpływ na laktację.

Smoczek zaspokaja potrzebę ssania. Dziecko przy piersi robi się leniwe i nie chce ssać, co zaburza delikatny mechanizm laktacji. 
Ssanie smoczka wymaga również zupełnie innej techniki i dziecko oducza się prawidłowego sposobu ssania piersi. 
Najlepszym rozwiązaniem jest  nie dawać smoczka najmłodszym niemowlętom, dopóki nie wprawią się w ssaniu i nie zgrają z piersią. Wprawdzie ten proces trwa nieprzerwanie, bo laktacja dopasowuje się do zmiennych potrzeb malucha, ale jej mechanizm najłatwiej jest zaburzyć na samym początku. 
Lepiej też nie dawać smoczka dzieciom, które źle przybierają na wadze albo mają trudności ze ssaniem piersi. 
Nie powinno się go także dawać zamiast piersi, wtedy kiedy dziecko jest głodne, ani skracać karmienia, proponując smoczek.


Wad stosowania smoczka jest sporo – to niezaprzeczalny fakt.


Nie należy jednak dać się zwariować. Jeśli ma się nad smoczkiem kontrolę; jeśli nie dominuje on w życiu naszego dziecka; jeśli nasze szkraby nie potrzebują go w ciągu dnia, to naprawdę nie ma powodu panikować. 
Natomiast jeżeli dziecko ma już 2,3 lata i nadal nie wyobraża sobie życia bez smoka, to na pewno jest to duży powód do zmartwień.




Należy pamiętać o kilku ważnych sprawach dotyczących smoczka:

1. Powinno nas niepokoić to, że dziecko bardzo często ssie smoczek w ciągu dnia i jest to dla niego jedyny sposób radzenia sobie z napięciem czy stresem.


Jeżeli chcemy odzwyczaić dziecko od smoczka, powinniśmy się zastanowić, dlaczego tak bardzo mu na nim zależy. Takie nadmierne przywiązanie do smoczka musi mieć przecież swoją przyczynę.



Może maluch nie ma dość nowych wrażeń, zabaw z rodzicami, spacerów, które są okazją do poznawania świata (a może odwrotnie - ma tych bodźców za dużo?)? Może brakuje mu ciepłej, bliskiej więzi z mamą, czytania książeczek i baraszkowania? Może w domu panuje nerwowa atmosfera albo zaszła jakaś ważna zmiana? Może wreszcie dziecko ma nieuporządkowany rytm dnia, a w jego codziennym życiu brakuje kojących rytuałów? Zastanówmy się, co mamy mu do zaproponowania zamiast smoczka.

2. Smoczek to nie knebel, którym można zamykać dzieciom usta.


Nie można dawać smoczka zamiast zainteresowania, przytulania, zabawy. Popłakujący maluch informuje nas, że coś jest nie tak, że jest mu niewygodnie, za chłodno, za ciepło, że boli go brzuszek, że jest głodny, znudzony, samotny. Wtykanie smoczka przy każdej okazji, zanim pomyślimy, o co dziecku chodzi, zanim zaspokoimy inne jego potrzeby, jest jak powiedzenie: "Odczep się i nie zawracaj mi głowy". Nie sprzyja to tworzeniu się głębokiej więzi między maluchem a jego mamą.

3. Twierdzenie, że kciuk jest lepszy niż smoczek, jest nieprawdziwe.


Ci, którzy tak twierdzą, podkreślają, że ssanie kciuka jest bardziej naturalne, a poza tym dziecko może sobie samo włożyć palec do buzi (albo go wyjąć), nie jest więc zdane na rodziców jak w przypadku smoczka. A i oni dzięki temu unikną kłopotów z ciągłym szukaniem zgubionego smoczka, podnoszeniem go, myciem i wyparzaniem.
Nic bardziej mylnego!



Ssanie kciuka ma znacznie gorszy wpływ na zęby niż smoczek - deformuje nie tylko zgryz, ale również kształt podniebienia i ustawienie dolnej szczęki. Poza tym łatwiej odzwyczaić malucha od smoczka niż od ssania kciuka.

4. Dobry smoczek powinien mieć:


- pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka lub Centrum Zdrowia Dziecka, albo atest Państwowego Zakładu Higieny;

- rozmiar odpowiedni do wieku dziecka;

- plastikową tarczkę o średnicy co najmniej 3,5-4 cm z kilkoma otworkami odpowietrzającymi;

- anatomiczny kształt.


Warto kupić od razu dwie, trzy sztuki na zapas. 
Smoczek trzeba wyrzucić, jeśli jest w jakikolwiek sposób uszkodzony lub jeśli gumowa część zrobiła się matowa.


5. Czego nie wolno robić?

- Nie wieszaj smoczka dziecku na szyi.

- Nie oblizuj smoczka.

- Nie smaruj miodem, nie zanurzaj w cukrze.

- Nie dawaj dziecku smoczka, który upadł na podłogę. Musisz go najpierw wyparzyć (jeśli maluch ma mniej niż trzy miesiące) lub umyć.

- Nie dawaj smoczka, który upadł na ziemię poza domem, np. na spacerze, w sklepie, tramwaju. Trzeba go najpierw wyparzyć bez względu na wiek dziecka.

- Nie dawaj dziecku do ssania smoczka przeznaczonego do nakładania na butelkę, bo maluch mógłby go połknąć.

Mam nadzieję, że tyle informacji o smoczku wystarczy.

Jeśli chodzi natomiast o sposoby radzenia sobie z nim - w sensie pozbywania się - liczę na pomoc mam, które mają już w tym temacie doświadczenie :) Sama znam kilka, ale tylko w teorii. Brak mi praktyki :) 

Od razu dodam, że takie sposoby mnie nie interesują! :D


A znacie taką książeczkę? Polecacie?

 
Może spróbujemy stworzyć ranking najskuteczniejszych metod na wyeliminowanie smoczka z życia dziecka? Czekam na Wasze komentarze!

27 komentarzy:

  1. U nas nie dało rady bez smoczka:( Mogłam leżeć z Hanią przy piersi non stop, a jak tylko wstawałam to był płacz....czasem trzeba rozruszać kości...Mieliśmy smoczek okrągły, bo taki Hani podszedł. Pożegnaliśmy bezboleśnie jakiś miesiąc - półtora temu po prostu go chowając, jak go wyczaiła to odcięłam końcówkę przy samej nasadce i dałam - chodziła z nim ale nie ssała, bo nie miała jak. Zrozumiała, że się popsuł i nie ma:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I u nas ten nieszczęsny smok jest.
    Podaliśmy, bo mała miała mega kolki i ciężko było patrzeć na to jak płacze, ze smoczkiem było lepiej. Dodatkowo po porodzie nie byłam w stanie jej długo nosić, więc smok był jedynym ratunkiem. Żałuję, że go ma, ale co zrobić.
    Teraz dajemy jej go do usypiania i jak na prawdę jest histeria. Chciałabym go odstawić, ale czuje że będzie ciężko. Tak to bym jej zaśpiewała do snu, ale że nie słyszy to to nic nie daje. Ona zreszta tego jeszcze nie rozumie :(
    Do spania zostanie z nami, chyba długo.
    Ale i ja chętnie poznam jak się go bezstresowo pozbyć :)
    P.S. Ano miałam na dniach napisać posta o naszym nieszczęsnym smoczku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie obawy.

      A o smoku i tak możesz napisać - chętnie poczytam więcej :)

      Usuń
  3. U nas wyszło strasznie naturalnie. Myślałam by odstawić smoczek, ale nie planowałam tego na konkretny czas. Najpierw likwidowałam butelki, zamieniając na niekapki i bidon ze słomką oraz bidon sportowy. W między czasie nauczyłam córkę pić ze słomki. Smoczek był u nas używany do zasypiania. Czasem za dnia, przy gorszym samopoczuciu - zabkowaniu. Raz czy dwa zapomniałam smoczka ze sobą na spacer, później córka kilka razy zasnęła bez smoczka... więc skoro się nie upominała to nie dawałam. Aż nadszedł dzień, że wszystkie wyrzuciłam by nie kusiły. Zdażyło się małej znaleźć smoka u babci (zapomniałam wyrzucić) włożyła go do buzi, ja zaraz wyjęłam powiedziałam że to jest beee że jest duża i nie potrzebuje. Wyrzuciła i nawet nie płakała tylko się śmiała ;)

    Także wg. spróbować by jak najbardziej naturalnie wyszło.
    U nas była opcja jeszcze B. Lubiała wyrzucać wszystko z balkonu, gdyby poleciał smoczek byłby to również koniec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zwolenniczką stopniowego wprowadzania zmian, ale nie wiem, czy w tym przypadku nie będzie potrzebne radykalne działanie...

      Usuń
    2. Mój Michaś też uwielbia wyrzucać z balkonu wszystko co popadnie. Leciały piloty, nawet garnek ukradkiem wyjęty z szafki, zabawki, ciuchy i smoczek też, ale niestety musiał wrócić. Staraliśmy się kilka razy wieczorem usypiać Michasia bez smoka. Było strasznie ciężko. Michaś płakał, ja płakałam i koniec końców podałam Mu smoczek bo nie miałam serca, aby nie dać... W obecnej chwili smok jest tylko wieczorem do zasypiania i w ciągu dnia czasem też.

      Usuń
  4. A u nas obyło się bez :) Ma to pewnie swoje plusy i minusy, bo jak smok na nie to i smok w butelce. Na szczęście młody załapał niekapka, więc już się nie martwię tym faktem :)
    Przynajmniej do smoczej wróżki nie będziemy musieli się udawać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Żanetko, że u Was bezsmokowo. Po cichu zazdroszczę, bo jeden duży problem z głowy macie :)

      Usuń
  5. U nas tez bez smoka, moj synek ma 4,5 miesiaca i po prostu nie chce smoczka, bo nie ukrywam ze probowalam mu go podac, karmie synka piersia, a on ma bardzo duza potrzebe ssania...aktualnie sa dni i noce, gdy czuje sie jak jeden wielki smoczek:) pozdrawiam asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są plusy i minusy, ale z dwojga złego lepiej chyba, że go nie chce.

      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. U Nas smoczek był, był długo bo aż do 2 lat.. Potem tatuś wziął i przeciął smoka.. i od tej pory nie ma.. Gdyby nie jego wytrwałość i determinacja..to bym sobie nie poradziła.. zmiękła bym..i dała z powrotem!

    http://kubernusiowaszafa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te mamy - wszystko byśmy dały tym naszym smykom :)
      Ważne że się udało!

      Usuń
  7. Julka smoczka pierwszy raz wzięła jak miała 3 tygodnie. Też nie chcieliśmy ale kiedy w nocy go dostała od razu spała spokojniej. Miała bo 22 miesiące. Ale tak na prawdę potrzebowała go tylko żeby spać. Teraz już jest prawie 8 miesięcy bez niego i nawet o niego nie pyta. Sama wie że go zgubiła na sankach i ślad po nim zaginał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 22 miesiące to sporo. Mama nadzieję, że uda nam się wcześniej pozbyć smoka.
      Dobrze że Julka przyjęła to na spokojnie.

      Usuń
  8. Przy córce smoczek bym przez pierwsze 6 miesięcy. Potem zabrałam i bez problemu Młoda obyła się bez niego. Syn po dwóch tygodniach sam odrzucił smoczek. Także w obu przypadkach nie było problemu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zazdroszczę! Chyba każda mama wolałaby, żeby dziecko samo odrzuciło smoka.

      Usuń
  9. My podaliśmy za namową położnej. Podawaliśmy tak jak ty do spania i w skrajnych sytuacjach. Maluch odrzucił go sam w 7 miesiącu. Pewnego dnia nie chciał i koniec.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten kto mówi że palc jest lepszy od smoczka myli się bardzo. Roksanka ze smoczkiem pożegnała się podczas bolesnego wyżynania ząbków w ósmym miesiącu. Schowaliśmy go (i tak płakała) i tyle. Olunia smoczka nie chciała. Chciała za to palec. Dopiero po 1.5 roku udało nam się oduczyć od ssania kciuka - i to tylko dzięki bardzo silnemu katarowi. Do tego doszedł "Paluszek" (płyn do smarowania) w razie czego, plasterek na paluszku i przytulaski. Udało się, ale prób wcześniej było chyba z sześć. Dopiero jak katarek był tak silny, że ciężko jej było oddychać przestała brać paluszka do buźki (próbowała, ale raz, że ssać go nie mogła, dwa - gorzki był, trzy - nieszczęsny plasterek).

    I w końcu zaczęła mówić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff... no to przeszliście niezłą szkołę. Dobrze że się udało!
      O płynie słyszałam, ale o plastrze nie. Dzięki!

      Usuń
  11. bardzo rzeczowy post, przeczytałam jednym tchem. Mój maluch ma prawie 10 miesięcy i nie używa smoczka. W sensie- nie jest mu potrzebny, jest bo jest, czasami weźmie, (np w aucie) a w większości obywa się bez. Chociaż czasami jak widzę, jak np na spacerze matka potrafi uspokoić płaczące dziecko w sekundę smoczkiem, to nieco zazdroszczę;) u nas to nie przejdzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl, ile nerwów Cię ominie, kiedy nie będziesz musiała starać się go pozbyć :)

      Usuń
  12. A ja marudziłam, że Julian smoka nie bierze! Może i dobrze, ominie mnie cała histeria związana z pozbywaniem się szanownego "kolegi", jeden problem mniej... Chociaż wydaje mi się, że ząbkowanie odbywało by się łagodniej gdyby miał smoczka w buzi i go sobie podgryzał, a tak bidulek pcha cały czas rączki i zabawki... ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wpis, dużo z niego zapamiętam, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasza córka ma 3 lata i nie ma opcji żeby się z nim rozstała :( nazywa go przyjacielem, najlepszym kumplem :( zobaczyła teraz tu obrazek kaktus, powiedziałam, że taki się zrobi jak będzie ssała w dzień i zaczęła płakać :(
    Początki miałysmy ciężkie, już w szpitalu ryczała tak, że była aż fioletowa, od urodzenia do 4 miesięcy miałą tak, że jak otwierała oko to w ryk, na piersi mogłaby wisieć 24h, niestety miałam problemy z karmieniem i przeszłam na odciągane z mm...Kolki do 4 miesiąca i ogólnie złe spanie aż nie poszła do przedszkola spowodowały że smoczek zagoscił u nas na tak długo a także jak miała 2 lata wypadek poważny tatusia, jego niepełnosprawnosc, leczenie spowodowały że smoczek został, odbiło się na nockach znowu nieprzespanych...
    Drażni mnie jak ludzie mi mówią, że ją zatykam bo mi wygodnie, nigdy tak nie było, ciągle cos robimy razem, jest rozgadana, w wieku 2 lat już bajki i wiersze opowiadała które jej czytalismy co wieczór, mówi nawet już ładne r...niestety widzę że wkłada język między zęby a zgryz wydaje się krzywy aczkowliek nie znam się za dobrze na tym...
    Nie wiem jak go odstawić, w dzień zabieram, wymyslam nagrody, ale jak jest spiąca czy nie w sosie to smok idzie w ruch, przytulanie i uwaga jej nie wystarczają...nie wiem jak to przeprowadzić, czuję, że złamie jej serce :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jesteś dobrą mamą, i nie możesz myśleć, że jest inaczej. Smoczek to jedna z najtrudniejszych (obok odpieluchowania) spraw. Jeśli czujesz, że to już czas na pożegnanie z nim (a z tego, co piszesz, tak właśnie jest - szkoda tego zgryzu!), to na Twoim miejscu postawiłabym po protu na konsekwencję, nawet kosztem płaczu i nieprzespanych nocek. Po kilku dniach będzie dobrze. Może zacznij od tego, że smoczek po prostu się popsuł (niektórzy rodzice go przecinają i dziecko samo odrzuca, bo to już nie jest to). Trzymam kciuki. Bądź silna! :)

      Usuń