Już niemal zapomniałam, że mieliśmy wakacje. Minęły niespełna dwa tygodnie od naszego powrotu, a rzeczywistość już nas pochłonęła. Nie ma czasu na rozpamiętywanie. Wspomnienia jednak zostały i - aby nie zatarły się zupełnie - wypadałoby je uwiecznić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W podróży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W podróży. Pokaż wszystkie posty
Zima, którą się kocha
Za śniegu duże ilości.
Za słońce twarze nasze ogrzewające.
Za sanki od dawna czekające.
Za wywrotki śmiechem, a nie płaczem okraszone.
Za na śniegu anioły.
Za śniegowe bitwy "na śmierć i życie".
Za na mrozie całusy.
Za ręce zmarznięte.
Za radości okrzyki.
Po wąskich torach
11 listopada postanowiliśmy uczcić aktywnie. Nie, nie uczestniczyliśmy w żadnym marszu ani biegu. Z dziećmi to trudne :) Wybraliśmy się za to na niezwykłą przejażdżkę.
W zoo
Udało się! Pierwszy wspólny wyjazd całą piątką za nami. Prawie cały dzień poza domem, w plenerze - wyczyn!
Ferie, ferie i...po feriach!
Ufff... Już w domu. Wszędzie może być dobrze, ale tu najlepiej!
Krótkie ferie u dziadków minęły szybko i intensywnie. Szymkowi nie brakowało atrakcji. Były spacery, zabawy z wujkami, wizyta w basenie z kulkami... Wieczorami był tak padnięty, że nie miałam nawet większych kłopotów z usypaniem mojego szkraba.
Jednak nadmiar wrażeń dawał o sobie znać w środku nocy. Szymon budził się często, wstawał w łóżeczku albo wiercił przez godzinę, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Nie przeszkadzało Mu to budzić się rano wypoczętym, pełnym energii i gotowym do zabawy. Niestety Jego nocne wojaże i moje miednicowo-kręgosłupowe problemy sprawiały, że ja sama ledwo zwlekałam się z łóżka. Na szczęście babcia i wujkowie bez problemu przejmowali opiekę nad Szymkiem, więc mogłam sporo wypoczywać.
W szkole
Od wczoraj jesteśmy na miniferiach u dziadków Szymka, więc babcia próbuje zorganizować nam aktywnie czas. Na szczęście mam spore ograniczenia ruchowe i nie biorę udziału we wszystkich takich akcjach :p Postanowiłam jednak, że do szkoły pojedziemy razem - przynajmniej mogłam spotkać się ze znajomymi.
Jak obiad w Krakowie, to tylko w "Boskiej Joli"!
W Krakowie, przy Rynku, przy ulicy Szewskiej jest sobie pewna restauracyjka. BOSCAIOLA się nazywa. Wejście do niej niepozorne. Dwa okna, maleńki ogródek na dwa stoliczki. Ale kiedy Twoja stopa przekroczy jej próg, przeniesiesz się do innego świata. Poczujesz zapach ziół i pomidorów. W jednej chwili zaburczy Ci w brzuchu z głodu. Istny zawrót głowy!
Kraków - retrospekcja
O podróży autem do Krakowa wspomniałam już wczoraj. Ogólnie rzecz ujmując - było ciężko, ale daliśmy radę. Najweselsze były przystanki, kiedy Szymek mógł się wyhasać :)
PIĄTEK
Skoro
już wybraliśmy się w tak daleką podróż (400km), to
postanowiliśmy zostać w Krakowie na cały weekend. Opłaciło się! Nie dość, że
spotkanie z mamami blogerkami było fantastyczne, to jeszcze załapaliśmy
się na przepiękną pogodę. Mogliśmy spacerować całymi dniami i chłonąć to
cudne miasto.
Kraków
kojarzy mi się przede wszystkim z artystami. Zachwyca mnie ta
różnorodność, o którą człowiek potyka się na każdym kroku, na każdej
ulicy. Poza tym Kraków jest jedynym miastem w Polsce (jakie znam) tak
wielokulturowym. I - co piękne - ta wielokulturowość jest tam taka
naturalna i oczywista :)
Spotkanie Mam Blogerek vol.2 - relacja
Po dwudniowej przerwie wracam :)
Nasza wyprawa do Krakowa wczoraj dobiegła końca. Wróciliśmy bardzo zmęczeni, ale i naładowani nowymi emocjami, wspomnieniami i doświadczeniami.
Szymek zniósł naszą wyprawę dzielnie, jednak dał nam też trochę w kość. Coraz więcej uwagi trzeba Mu poświęcić. Coraz więcej Go wszędzie. Coraz więcej się domaga. Potrafi bardzo dobitnie okazać swoje niezadowolenie :) Najtrudniejsza była podróż samochodem. W drodze do Krakowa spał tylko godzinę, z powrotem (na szczęście) dwie :) Pozostały czas to szaleństwo...
Zacznę od relacji z sobotniego spotkania.
Kraków welcome to!
Dziś tylko informujemy:
Już w Krakowie - STOP - Pogoda przepiękna - STOP - Rynek zachwycający - STOP - Gołębie głodne - STOP - Włoski obiad - STOP - Zmęczeni, ale szczęśliwi - STOP - Odpoczywamy - STOP.
A już jutro...
Już w Krakowie - STOP - Pogoda przepiękna - STOP - Rynek zachwycający - STOP - Gołębie głodne - STOP - Włoski obiad - STOP - Zmęczeni, ale szczęśliwi - STOP - Odpoczywamy - STOP.
A już jutro...
Pożegnanie wakacji
Dziś już wrzesień...
Wczoraj skończyły się wakacje. Niby tylko te szkolne, ale jakoś przekładają się na życie całego społeczeństwa.
Żeby uczcić ostatni dzień sierpnia, pojechaliśmy wczoraj nad jezioro.
Leniuchowaliśmy na pomoście, karmiliśmy kaczki i pryskaliśmy się wodą :)
Zachód słońca w Trzęsaczu
Synek musiał odczytać moje myśli, bo we wtorek wieczorem za nic nie chciał pójść spać. Przez godzinę próbowaliśmy Go uśpić, a On nic. Płakał, rzucał się w łóżeczku. Noszony też nie chciał być. Dopiero kiedy wyjęliśmy Go z łóżka i położyliśmy na podłodze, przy zabawkach, wróciło nasze pogodne Dziecko.
Dlatego - nie zastanawiając cię długo, ubraliśmy się szybko (ciuch wyjściowy na pidżamy :)) i popędziliśmy na klif, aby zobaczyć ostatnie promyki słońca.
Szymkowi bardzo się podobało, a my mieliśmy okazję przeżyć wspólny zachód słońca nad morzem.
Było pięknie. Zresztą zobaczcie sami...
A mi się marzy kawałek plaży...
Ci, którzy znają mnie naprawdę dobrze, wiedzą, że taki trochę ze mnie odludek. Są momenty, chwile, kiedy lubię pobyć sama. Schować się w jakimś miejscu, aby nikt mnie nie znalazł. Aby nic nie mówić. Aby pomyśleć, odpocząć, odreagować...
Mąż nazywa to ucieczką - ja wewnętrzną potrzebą.
Migawki z wakacji u dziadków
Przez 5 dni byliśmy u dziadków Szymka.
Jak było? Swojsko, wiejsko i sielsko - chociaż to większa mieścina niż nasza wieś ;) Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała, ale na to nic poradzić nie można...
Dziś krótka relacja z tego, co nas tam spotkało i otaczało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



