Pół roku



Pół roku temu leżałam już w sali nr 13 na oddziale położniczym. Dochodziłam do siebie po cc. Powoli odzyskiwałam czucie w nogach, na których miałam stanąć około 22.00. Czułam i ulgę (że wszystko dobrze się skończyło), i strach (o dzieci, których nie miałam obok siebie). 

Dziś, choć trudno w to uwierzyć, te maleństwa kończą pół roku.  

Ciasteczkowe soboty


Od jakiegoś czasu sobota ma dla nas nowy wymiar. To już nie tylko późne wspólne śniadanie, cotygodniowe porządki i kawko-herbata z mężem w południe. Od kilku tygodni to również męskie pieczenie ciasteczek.

Po wąskich torach


11 listopada postanowiliśmy uczcić aktywnie. Nie, nie uczestniczyliśmy w żadnym marszu ani biegu. Z dziećmi to trudne :) Wybraliśmy się za to na niezwykłą przejażdżkę.

My name is Miś. Dres Miś.


Ktoś chyba powinien studzić te moje zapędy do szycia, bo ostatnio umiaru nie mam wcale. Nie śpię po nocach, tylko wymyślam... Po czapce i kominie dla Szymka pokusiło mnie uszyć naprawdę konkretny ciuszek. A że z dresówki szyje się bardzo przyjemnie, zostałam przy tym materiale i tak oto powstał misiowy strój dla Szymka. Wygodny, ciepły i milutki. W sam raz na jesień i zimę.

Nierozłączni


Oni też, tak samo jak my, nie potrafią żyć bez siebie. Jak zwierzęta stadne - bez siebie ani rusz.

Poszła baba do... dietetyczki


Ano poszła.
Bo chciała zrobić coś dla siebie.
Bo chciała się dowiedzieć, co robi nie tak.
Bo chciała przekonać się, ile ma za dużo, a czego za mało.
Bo potrzebuje bata nad sobą, żeby być nauczyć się wymagać od siebie dla siebie.
Bo liczyła na ciekawą, mądrą i zdrową dietę, która nie będzie tylko ograniczać.

Na wizytę czekała 3 długie miesiące, bo tylu chętnych...
Poszła i... rozczarowała się na maksa.

Do garów!


Zainteresowanie Szymka garami zauważyłam już dawno (m.in. WTEDY). Chyba odziedziczył je po ojcu, który miał w pewnym momencie zapędy na kucharza, ale mu je teść mój skutecznie wybił z głowy ;)