Międzywodzie 2015



Już niemal zapomniałam, że mieliśmy wakacje. Minęły niespełna dwa tygodnie od naszego powrotu, a rzeczywistość już nas pochłonęła. Nie ma czasu na rozpamiętywanie. Wspomnienia jednak zostały i - aby nie zatarły się zupełnie - wypadałoby je uwiecznić.

Na miejsce dotarliśmy cali i zdrowi. Po drodze nigdzie nie zbłądziłam. Posługiwałam się mapą, którą wydrukował mi mąż, znakami i nawigacją samochodową. Jedno źródło to za mało - raz nawigacja poprowadziłaby mnie inną drogą, a innym razem słusznie kazała skręcić, chociaż znaku nie było. Dumna byłam z siebie jak cholerka! Jeszcze nigdy nie przebyłam takiej trasy sama samochodem! Postoje trzy - wyłącznie na potrzeby młodszego uczestnika wyprawy ;)

Pogodę mieliśmy cudowną! Biorąc pod uwagę to, że w domu było zimno i często padało, naprawdę nie mogliśmy narzekać. Każdego dnia świeciło słońce, a nad morzem niebo było bezchmurne. Z dnia na dzień robiło się cieplej, a dzień przed wyjazdem tak się spiekłam, że do dziś skóra mi złazi z dekoltu, ramion, pleców i nóg. Do tego turystów mało, a na plaży wręcz jak na lekarstwo. Warunki idealne.
































Miejscówka idealna. Znałam już to miejsce, bo właśnie tam spędzaliśmy ostatnie chwile jako bezdzietne małżeństwo. Troszkę się tam pozmieniało, ale nie na tyle, żebym nie mogła się szybko odnaleźć. 
Dla dzieci sporo atrakcji - na dworze plac zabaw z trampoliną, wewnątrz pokój zabaw i basen (niestety, woda chłodna). 












W hotelu istnieje możliwość zorganizowania dziecku opieki, kiedy rodzice chcą spędzić godzinkę, dwie tylko we dwoje, ale nie polecam. Skusiłam się na tę opcję, bo miałam zarezerwowany zabieg i szkoda było, aby pieniądze przepadły. Niania, którą obiecywała pani z recepcji, okazała się panem nianią. Nie byłoby w tym nic złego - nie mam ograniczonych poglądów i jestem otwarta na takie pomysły - ale pan niania wieczorem okazał się hotelowym barmanem. Nie powiem, podejście do dzieci miał, młody go zaakceptował, ale ja czułam się... chyba oszukana. 

Jedzenie przepyszne. Codziennie stół szwedzki. Wybór potraw ogromny. Dodatkowo codziennie rano na śniadanie kucharz smażył przy gościach naleśniki, a na obiad serwował rybkę lub gofry. Mniam! Szymek był innego zdania. Naleśniki, gofry - jak najbardziej, ale wyszukane potrawy wcale mu nie smakowały. Na obiad wcinał suchą pyrkę, bo tylko to zaakceptował z całego menu. Cóż... takie właśnie są dzieci!

Na nudę podczas naszych wakacji nie narzekałam (bywały wręcz chwile, kiedy się o nią modliłam). Książki, którą ze sobą zabrałam, nie skończyłam. Syn oczekiwał działania non stop, dlatego zaraz po śniadaniu ruszaliśmy na basen. Potem sala zabaw, plaża, obiadokolacja, plac zabaw i lody w pobliskim miasteczku. Zaliczyliśmy też "Żubrowisko". 














Szymek wszędzie aktywny na 100%, wszędzie rozgadany i wszystkiego ciekawy. Droga nad morze (ok. 200m) zajmowała nam wieki, bo młody śpiewał, zbierał szyszki, przysiadał na każdym kamieniu, obserwował mrówki... Nawet na plaży nie miałam chwili wytchnienia, bo "Mamusiu, nalej wodę" albo "Mamusiu, chodź biegać w morzu". O drzemce w ciągu dnia nie chciał słyszeć. Spać chodził między 20 a 21. 




Ostatniego dnia naszych wakacji był już tak zmęczony, że o 16 usnął na stojąco :) Dzięki tej niespodziewanej drzemce mogliśmy pójść nad morze i obejrzeć zachód słońca. Szymek bardzo przeżywał to zjawisko. Do dziś ni z gruszki ni z pietruszki mówi: "Co zrobiła słoneczko? Utopiło się w morzu! Poszło spać". 










Bilans wakacji we dwoje jak najbardziej na plus. Ja - chociaż fizycznie zmęczona baaardzo - odsapnęłam nieco i zaznałam innego niż domowego życia. Szymek przez cały pobyt nad morzem był spokojny i wyciszony. Miał mnie tylko dla siebie. Nie było wybuchów złości i protestów. Wszystko można było mu łatwo wytłumaczyć i na wszystko się zgadzał. Po powrocie do domu mieliśmy sporo kłopotów, bo Szymon jakby zapomniał, że ma rodzeństwo. Zaczęły się krzyki i agresja, ale jako tako doszliśmy z tym do porządku.
Mąż też ogarnął temat. Dom stoi, dzieciaki całe. Nawet postępy poczyniły, zwłaszcza Jagoda (zaczęła samodzielnie siadać i raczkować). 
Nasz pomysł z oddzielnymi wakacjami wypalił. Nie ukrywam, że wolałabym spędzić je z całą rodziną, ale tak jak wspominałam - w obecnej sytuacji takie rozwiązanie było najlepszym z możliwych.

**********************************

Kilka osób pytało mnie już o Szymkowe portki, które pojawiają się na zdjęciach - te z małpami, słoniami i pandami. To MALINAMI, firma szyjąca ubranka dla dzieci. Taka po sąsiedzku, więc szczególnie mi bliska. Lubię wspierać lokalne biznesy. Ubranka można zakupić na DaWandzie lub zamówić mailowo. Pandy są ciut cieplejsze, małpy i słonie cieniutkie i elastyczne. Szymek już kilka razy zaliczył wywrotkę w tych cienkich leginsach, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dziury nie ma. W ofercie Malinami możecie znaleźć jeszcze kilka innych ciekawych wzorów. Polecam!

12 komentarzy:

  1. A ostatnio zastanawiałam się jak się Wam udał wyjazd i widzę ze było pięknie;) cieszę się;). Chociaż odwazna decyzja jechac z centralnej Polski nad morze, samej- bardziej chodzi o podróż autem, np mój po pół godzinie już się nudzi i marudzi;) Wiadomo ze fajniej by było całą rodzinką, ale w Waszej sytuacji wiecie najlepiej jakie rozwiązanie jest dla Was najlepsze. Zdjęcia piękne. Szymonek urósł! Odpoczęłaś na pewno psychicznie, bo fizycznie ciężko przy tak ruchliwym szkrabie;)

    PS. Jakbyś miała troszkę czasu, ciekawa bym była Twojej opinii na temat mowy mojego synka : http://megi8.blogspot.com/2015/06/synus-mao-mowi-wizyta-u-logopedy.html
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście Szymon dobrze znosi podróże. Od czasu do czasu mówi, że chce wyjść, ale wystarczy, że pochodzi, pobiega i można jechać dalej.

      Wpis czytałam, ale nie miałam czasu skomentować. Postaram się wysłać maila!

      Usuń
    2. Na szczęście Szymon dobrze znosi podróże. Od czasu do czasu mówi, że chce wyjść, ale wystarczy, że pochodzi, pobiega i można jechać dalej.

      Wpis czytałam, ale nie miałam czasu skomentować. Postaram się wysłać maila!

      Usuń
  2. Super wyjazd się Wam udał :)
    W przyszłym roku to chyba trzy razy będziecie jeździć - z każdym z dzieciaczków osobno? :) hi hi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, raczej nie podołalibyśmy takiemu przedsięwzięciu, zwłaszcza finansowo ;)

      Usuń
    2. Heh, raczej nie podołalibyśmy takiemu przedsięwzięciu, zwłaszcza finansowo ;)

      Usuń
  3. No i zjalo mi komentarz :p Cudne te Wasze wakacje, takie tylko Wasze. Wiem, ze i mnie i Hani by sie takie przydaly, ale poki Patryk nie bedzie jadl wiecej stalych posilkow to nie da rady. Ale robimy co mozemy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrozumiałe, każdy jest w innej sytuacji :)

      Usuń
  4. Super, że wyjazd się udał :) Mnie też czekają wakacje z synkiem we dwójkę nad morzem, tyle, że my jedziemy z drugiego końca Polski pociągiem, to dopiero będzie przygoda ;)
    A te spodenki w zygzaki skąd są? Wszystkie świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie bezpiecznej i przyjemnej podróży!

      Spodnie w zygzaki to firma Pinokio, seria Tippi (kosztowały niecałe 20zł!).

      Usuń
    2. Dzięki, świetna ta kolekcja, no i cena powala! spodnie już kupione :)

      Usuń