Bilans wakacji u dziadków


Porwałam się z motyką na słońce. Wybrałam się SAMA z dzieciakami na trzy dni do rodziców :)

Zapakowani po sam dach szczęśliwie (i bez płaczu) zajechaliśmy na miejsce. 
Nie będę opisywać samego pobytu, bo zwyczajnie nie mam na to czasu, ale pewien bilans (zysków i strat) na szybko podaję:

  • Szymek nawiązał bliższą więź z dziadkami i wujkami. Spał z babcią - bez żadnych protestów i płaczu. Po prostu przyjął ten fakt do wiadomości i już. Z wujkami bawił się we fryzjera i pluskał w basenie. Z dziadkiem odwiedzał kury i zbierał jajka. Wyszalał się na placu zabaw i najadł lodów do syta. Miał też okazję biegać w deszczu i bardzo mu się to podobało :) 
  • Moja mama "nasyciła się" maleństwami. Miała okazję nosić (ale nie za często), karmić, uspokajać, wąchać. No i chwalić się! ;)
  • Ja sama sprawdziłam się jako mama trójki w nowych warunkach. Dałam radę, choć nie ukrywam, że były momenty, kiedy pot spływał mi po plecach. Na szczęście mama dużo mi pomagała.
    Niestety, pojawił się problem z pokarmem. Myślałam, że to kwestia upałów albo okresu, który po 7 tygodniach od porodu już się pojawił, ale stawiam jednak na to, że potrzeby maluchów zwiększyły się. Na jeden posiłek muszę szykować im teraz 150ml mleka. Wychodzi ok. 1,2l na dobę. Podczas pobytu u dziadków dzieciaki oszalały na punkcie jedzenia, ciągle domagały się mleka. Byłam zmuszona kupić mm i podać jeden raz dziennie :( Tak jest do teraz :((( Nadal nie mogę wyprodukować wystarczającej ilości mleka. Co więcej - im częściej odciągam, tym go mniej.
  • Najmniejszym dzieciakom coś się odmieniło. Prawie całe dnie płakały. Noce, o dziwo, dobre. Budziły się tylko na karmienie. Kiedy jednak zaczynaliśmy dzień, wstępował w nie (a zwłaszcza w Jagodę) diabeł. Krzyk, prężenie się, marudzenie. Nie pomagało noszenie, smoczek. Kiedy się "wypłakała", zasypiała jak anioł. Jest jednak jeden pozytyw - Jagodzinka rozpiła się na całego! Obecnie wypija ok. 60-70ml jednorazowo :)
  • Poza tym: kilka ugryzień komarów - na szczęście tylko na moim ciele, jedna cudem ocalała przed rozdeptaniem żaba, kilkanaście malin "skradzionych" z krzaków sąsiadki, 150g na plusie u Jagody i 300g u Franka.  
















Niestety, skutki wakacji są opłakane. Dzieciaki totalnie rozstrojone. Bliźnięta nadal marudzą w ciągu dnia. Franek na szczęście szybko daje się uspokoić, natomiast z Jagodą jest dużo trudniej. Znacznie gorzej rzecz się ma z Szymkiem. Noce są bardzo ciężkie. Budzi się co kilka minut, krzyczy, woła babcię, na każde nasze słowo reaguje zdecydowanym NIE. O piątej rano jest gotowy rozpocząć dzień i nie chce dać się namówić na spanie ze mną. W ciągu dnia też się buntuje. Wszystko jest na NIE. Wczoraj odmówił spania w dzień - "Mama, niuniu nie!". Pewnie minie sporo czasu, aż wróci na dawne tory.
Ja wiem jedno: wyjazd na wakacje, który mieliśmy zaplanowany w niedługim czasie, zostaje odwołany. Nie mam zamiaru ponosić takich kosztów. Nie dość bowiem, że dzieci rozstrojone, to ja padam ze zmęczenia. Pomijam wielkie rozdrażnienie i złość...

PS. Post powstawał dwa dni. To tylko świadczy o tym, jak intensywne dni za nami :)

22 komentarze:

  1. ojjj to faktycznie,wakacje skutki mają średnie. Ale dzieciaczki masz przesłodkie! Całą trójkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki żeby wszystko szybko wróciło do normy :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Cię już za samą podróż..oj oby Dzieciaki szybko się uspokoiły i dały mamie odsapnąć..
    super zdjecia.:)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przez takie akcje do dziś tylko 2 razy z Demolką poza domem nocowalam... za każdym razem cyrk potem. Z trójką sobie tego nawet nie jestem w stanie wyobrazić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że ktoś mnie rozumie...

      Usuń
  5. My na razie jednym dzieckiem się cieszymy, lecz też pamiętam jak po powrocie z wyjazdów mieliśmy kilka dni rozstroju. Tutaj mieliśmy w miarę wszystko poukładane, a w czasie wyjazdów ten plan nie funkcjonował, "nowi" ludzie (mam na myśli głównie dziadków, kuzynki Michasia), ciotki, wujkowe, nowe miejsce = nowe emocje, nowe przyzwyczajenia... Oby u Was wszystko wracało do porządku i wcale nie dziwię się, że nie masz już ochoty wyjeżdżać. Ja z jednym dzieckiem na początku nie miałam ochoty na kolejne wyjazdy, zwłaszcza gdy Michaś był malutki, a ja nie miałam opanowanego karmienia piersią. Żałuję, że wówczas jeździłam gdziekolwiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko nowe - o tak. Nam - dorosłym - wydaje się, że wszystko jest ok, a dzieci czują zmiany.

      Usuń
  6. Podziwiam Cię, że dałaś radę z całą trójka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No tak, wysoka cena wyjazdu...Wakacje to by były, gdyby ktoś przyjechał do Was i zajął się dziećmi :-) Jagodzinka ma charakterek. Szymuś chyba też jest na plusie? Tak miło zaokrąglony ;-) Podziwiam Cię, naprawdę. I jeszcze okres...7 tyg po?! Chyba natura zapomniała, że powinna Ci wynagrodzić karmienie piersią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wtedy bym wypoczęła, ale wcale nie byłabym szczęśliwa :)
      Szymek od początku jest na plusie, taka jego natura. Dziwne jest to, że w ostatnim czasie jest na bakier z jedzeniem, a na wadze wciąż tyle samo :/
      Co do okresu... Po urodzeniu Szymka pojawił się po 6 tygodniach (mimo kp), więc tym razem natura okazała się hojna ;) A tak poważnie, kiedy się pojawił, poryczałam się jak głupia. I zazdrość mnie zżera, kiedy czytam, że inne dziewczyny mają spokój przez wiele miesięcy :(

      Usuń
    2. ja na okres czekałam , uwaga!- ponad 20 mcy... Szok, ze tak róznie jest z tym u kobiet-to kwestia bardzo indywidualna.

      Usuń
    3. Ano szok. Wielka szkoda, że natura taka niesprawiedliwa :(

      Usuń
  8. Ja w sprawie pokarmu, próbowałaś metodą 3-5-7???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! Już w szpitalu zaczynałam od tego sposobu. Wówczas pomogło.

      Usuń
  9. Oby wszystko wrocilo no normy! Wszedzie dobrze,ale w domu najlepiej- trudno sie z tym nie zgodzic:)
    Pozdrawiam
    mama antosia

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzymam kciuki żeby wszystko z pokarmem wróciło do normy!

    OdpowiedzUsuń
  11. szkoda, że nie wiedziałam, że byliście... będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  12. wiesz, wstyd się przyznać, ale ja np nie lubię z młodym dalej wyjeżdzać, bo okropnie się z nim umęczę, szczególnie teraz w takie ciepło.

    Co do karmienia- a maluszki piją bezpośrednio z piersi? To najlepiej wpływa na produkcję pokarmu... i jeśli mogę doradzić to wg mnie najlepiej mleczko odciągać z obu piersi jednoczesnie. Lub jeśli maluch pije z jednej to wykorzystać odruch oksytocynowy i odciągać z drugiej z jednym zamachem. Wiesz, jest zasada, ze im więcej mm podasz, tym mniej pokarmu wyprodukują Twoje piersi. NIe weź tego broń Boże jako atak, ja jestem całym sercem za karmieniem piersią- ale tutaj chodzi o bliźnięta i szczerze Ciebie podziwiam, że tak długo sobie radziłaś odciągając mleko (bo rozumiem ze bezpośrednio piersią nie karmisz?) Odciąganie mleka to ciężka praca i zrozumie tylko ten kto odciągał kiedykolwiek regularnie. Ja np w pracy dwukrotnie, teraz z tego zrezygnowałam, bo młody jest już duży, ale odciągam dla niego na porcję- by podała mu niania- ok 180-200 ml- i uzbieranie takiej porcji zajmuje mi obecnie 2 odciągania, czasem 3, zatem na dzień dzisiejszy odciągam mleko dwukrotnie w ciągu doby(po pracy i w nocy) i jestem tym zmęczona. Ale się rozpisałam!

    PS> Maluszki śliczne<3

    OdpowiedzUsuń
  13. Szymek to istny Rick Astley !!!! Sympatyczny !!!! Bliznieta slodziutkie !!! Marzena

    OdpowiedzUsuń