Basta!


Wypowiadam wojnę moim zbędnym kilogramom!
Tak właśnie - zbędnym.
Nie potrzebuję ich, nie chcę.
Tylko mi przeszkadzają.
W radowaniu się dniem. 
W uśmiechaniu, kiedy oglądam swoje zdjęcia
W byciu dumną, gdy staję przed lustrem.

Zawsze byłam "większa" niż reszta i zawsze już będę. Taka moja uroda. Mam to w genach i już. Nic na to nie poradzę.
Mogę jednak zadbać o siebie, o swoje lepsze samopoczucie i dobrą samoocenę.  
Zatem koniec z tym!
Od dzisiaj ja i moja waga jesteśmy w stanie wojny.



Jeszcze kilka tygodni temu było całkiem nieźle. Ważyłam mniej niż przed ciążą. Byłam zadowolona ze swojego wyglądu.

Co się takiego stało, że już tak nie jest?

Złożyło się na to kilka czynników.

Po pierwsze - przestałam chodzić na zumbę. To nie był mój wybór. Po prostu prowadząca zajęcia zrezygnowała z nich, bo nie było chętnych... Szkoda. Ubolewam nad tym bardzo. Brak ruchu daje mi się we znaki.

Po drugie - przestałam karmić piersią. Nie sądzę, że w moim przypadku właśnie ono decydowało o moim chudnięciu (bo diety też musiałam pilnować), ale na pewno pomagało.

Po trzecie przestałam się kontrolować i (przede wszystkim!) regularnie jeść. Jadłam, jak chciałam, co chciałam i kiedy chciałam. Wstyd...

Czas to zmienić!

Od dzisiaj jem 5 posiłków dziennie według diety, którą ustaliła dla mnie kiedyś dietetyczka. 
Koniec z górą słodyczy i kalorycznymi posiłkami.

Zmierzyłam się w pasie, biuście i udach. Zważyłam się. Wyniki zanotowałam w tabeli, którą systematycznie będę wypełniać (już kiedyś tak robiłam i wiem, że bardzo mi to pomaga).

Planuję "odpalić" też rower. Mąż obiecał, że weźmie na siebie wieczorne kąpanie, karmienie i usypianie. Ja w tym czasie będę mogła pedałować.

Marzy mi się 10kg mniej na wadze, ale może na początek moim celem będzie 5. Metoda małych kroczków działa zdecydowanie lepiej!  
No to do dzieła!


A mój Synalek przed dzisiejszą południową drzemką urzędował po całym domu. Pierwszy raz zawędrował do łazienki, w której zafascynowała Go pralka i wałek do czyszczenia ubrań :)



 Próbował też wejść na schody, 
ale chyba stwierdził, że trzeba mierzyć siły na zamiary 
i zrezygnował :)
Przynajmniej na razie...

22 komentarze:

  1. Bede trzymac za Ciebie kciuki:) Przechodziłam ostatnio przez to samo...powiem Ci tak...karmialm piersia Synka 15 miesiecy i w tym czasie od wagi w dniu porodu tj. 74 kg (przy wzroscie 173cm)schudlam do 64 kg. Jednak przed ciaza ważyłam 55-57 kg ( w ciazy przytylam 19 kg) dla mnie to bardzo duzo. W zadne ciuchy nie moglam wejsc...masakra...zauwazylam, ze od kiedy przestalam karmic waga drgnela mi do gory (zauwazylam po bieliznie). Szybko to sobie uswiadomilam i wzielam sie za siebie. Teraz sie musze pochwalic- schudlam 9 kg w 1,5 miesiąca:))))))) 3 razy w tyg chodzialm na silownie po 2-3 godizny_ ogromny wysilek gdyby nie pomoc Meza i rodzicow na pewno bym nie dala rady przy dziecku) i do tego zbilansowana dieta. Jadlam tylko 3 posilki dziennie nic w meidzy czasie( ewentualnie jabłko grejpfrut )duzo piłam wody niegazowanej i 4-5 razy dziennie piłam zielona herbatę. Moge Ci polecic suplement diety bio-cla duo z zielona herbata (90 kapsulek koszt. ok 50-60 zl) mi bardzo to pomoglo Mezowi zreszta tez-odchudzal sie kiedys. Zycze Ci systematycznosci i wytrwalosci. Ja jestem teraz jak nowo narodzona a podziw Meża codziennie mnie w tym utwierdza- weszlam we wszytskie spodnie sprzed ciązy:))) Pozdrawiam cieplutko:* Szymus śliczny i kochany:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki!
    Ja w ciąży przybrałam dokładnie 15kg i był już moment, że miałam o 2 mniej niż przed nią. Jestem zła na siebie, że zawaliłam sprawę.Spróbuję to naprawić...
    Gratuluję wyników i samozaparcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie problem jest inny :/
    Chętnie przygarnę te Twoje 5 kilo!! Co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja na to jak na lato!!! :)
      Zazdroszczę!

      Usuń
  4. No to wracaj na jakieś zajęcia :)
    Musisz się ruszać :) To podstawa :)
    No i nie katuj się dietami :)
    Dla mnie mż to podstawa :)
    trzymam kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie: MŻ!
      A z zajęciami to trochę kicha, bo u nas nic nie ma. Musiałabym dojeżdżać, a to znowu w czasie wszystko wydłuża :(

      Usuń
  5. Będę trzymała kciuki za wytrwałość i za efekty oczywiście :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciesz sie ze maly zrezygnowal ze schodow (na razie), ja mam pedzenie po schodam tam i spowrotem jak istnieje taka mozliwosc.

    OdpowiedzUsuń
  7. O! To ja kciuki trzymam! Ruch to podstawa i warzywka :) Zresztą nie o ilośc, a rodzaj jedzenia chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Powodzenia! Ja na diecie całe życie prawie bo jak tylko z czymś zaszaleję to od razu zauważam ;/ Szymuś jak extra ubrany! U nas wałek do ubrań też na czasie! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Powodzenia i trzymam mocno kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie będę kibicować :) Synalek uroczy, zwłaszcza przy schodach. Takie spojrzenie "tylko poczekajcie, lada dzień przyjdzie na was pora " :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjdzie, przyjdzie. Zdaję sobie z tego sprawę!

      Usuń
  11. Wiesz - rozumiem doskonale większość z tego co napisałaś :)
    Niestety :(
    Też mała nigdy nie byłam, w ciąży przytyłam 18kg, 13kg zleciało baaardzo szybko no i dalej wielkie nic. Karmię na potęgę i jak słyszę: będziesz karmić, kg będą leciały to mnie krew zalewa bo u mnie wszystko stoi w miejscu a nawet gorzej. ja też wypowiadam wojnę, wdrażam rower, mż i Siostro w schudnięciu - trzymajmy za siebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Kp pomaga, ale nie jest jakąś dietą-cud.
      Bosko że będzie ktoś, kto współodczuwa! Trzymam kciuki za nas ;)

      Usuń
  12. To ja kochana życzę wytrwałości i spełnienia postawionych sobie celów! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma rzeczy niemożliwych : pamiętaj! Chciec to moc, a w Tobie widzę drzemią ogromne pokłady energii i wiary! Trzymam kciuki za sukces, wierzę że nie będzie inaczej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)
      Od razu chce się bardziej!

      Usuń
  14. Trzyma kciuki za motywację, bo ona jest najważniejsza... ja złapałam bakcyla na Ewę i dzielnie się motywuję 40 minut dziennie to bułka z masłem dla wspaniałego samopoczucia naprawdę!!! Na Yt jest mnóstwo programów albo na Jej fanpage'u na fejsie:) Marzenia się spełniają i ja w nie wierzę i w Ciebie też. Musi się udać

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakbym czytała o sobie...Też mi się marzy 10kg mniej. Szkoda, że nie mieszkasz bliżej. Ja też wychodzę popedałować lub pobiegać wieczorami (oczywiście nie codziennie;)). Razem byłoby raźniej. Dieta mi jakoś nie wychodzi...Kilka dni się ograniczam, a później przestaję się kontrolować i zaczynam od początku z postanowieniami:( Pisz o efektach, wtedy będę bardziej zmotywowana! Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń