Bye, bye dyduś!
Ukochany towarzyszu drzemek i nocnych snów Szymka - żegnamy Cię! I tak długo gościłeś w naszym domu. Uspokajałeś, wyciszałeś, pocieszałeś w awaryjnych sytuacjach. Jesteśmy Ci za to wdzięczni, ale już dziękujemy. Już wystarczy. Nasz półtoraroczny Syn poradzi sobie bez Ciebie.
Wróciły!
Długo, bardzo długo ich nie było, ale już są. Wróciły - wena, zapał, chęci, ochota... aby działać, tworzyć, aby nie stać w miejscu! Znowu mogę robić kilka rzeczy jednocześnie. I znowu irytuję się, że nie od razu mogę zrealizować wszystkie projekty, które siedzą w mojej głowie.
Kot na punkcie koni
Bzik, absolutny, totalny bzik! Na hasło "koniki" w naszego Syna wstępuje szaleniec. Biega po domu, woła "Koń, au, am" (w sensie: jedziemy do koników autem i damy im jeść) i w pośpiechu szykuje sobie garderobę na wyjście. Szał!
Skorzystaliśmy dziś z pięknej (PRZEpięknej!) pogody i pojechaliśmy rzecz jasna do koników. Oprócz nich spotkaliśmy też psy, koty, kury, owce i kozy. Były śmiechy, okrzyki, klaskanie, całusy, przytulania... A kiedy nogi malutkie chodzeniem się zmęczyły, było też ciągnięcie na wózku (takie sanki wiosną :p)
Wszelki komentarz jest zbędny - było po prostu cudnie, a Szymek biegał zachwycony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



