Mniej Mamanki


W końcu!

Długie tygodnie, miesiące wyrzeczeń i wylewania siódmych potów przyniosły oczekiwany efekt. 

Niemal rok temu zaczęłam walkę o siebie. O lepsze samopoczucie, wyższą samoocenę, piękniejszy wygląd. Miałam dość tego, że nie mieściłam się w ubrania, które mi się podobały. A jeśli się mieściłam, to opinały się na mnie okropnie. Byłam wściekła, że mam zadyszkę, kiedy przebiegnę 10 metrów. Na myśl o tym, że za chwilę nie będę w stanie spędzać aktywnie czasu z moimi dziećmi, było mi słabo.  
Zawzięłam się. Zaczęłam czytać. Nauczyłam się, co można, co powinnam, a czego nie wolno. Zapisałam się na siłownię. Trenowałam 3-4 razy w tygodniu. Waga powoli, bardzo powoli spadała, a ciało nabierało pożądanych kształtów. Raz było lepiej, raz gorzej. Niekiedy waga stała w miejscu przez miesiąc; bywało i tak, że kilogramów przybywało. Miałam wzloty i upadki. Nie wyrzekłam się słodyczy, ale pilnowałam ich ilości i jakości. Mam swoje ulubione potrawy, które do zdrowych nie należą, ale od czasu do czasu pojawiają się w moim menu. Nie dam się zwariować, co to to nie!

Dziś świętuję swój wielki sukces. Dokładnie dziś bowiem łazienkowa waga, która na zmianę jest mą przyjaciółką i wrogiem, pokazała wynik, którego od dawna wypatrywałam - calutkie dziesięć kilo mniej. 
Jestem z siebie dumna. Cholernie dumna! Nikt tak naprawdę nie wie, ile mnie to kosztowało. Ile padnij-powstań musiałam zrobić. Ile razy walczyłam ze swoim lenistwem albo zmęczeniem. Ile razy wracałam ze złej drogi, żeby w końcu polubić to i owo albo pożegnać tamto i siamto.

Dziesięć kilo mniej... Jestem lżejsza, węższa i przede wszystkim szczęśliwsza. Nie pamiętam, kiedy miałam taką wagę jak dziś. 

Czy to koniec? Finisz? Nie ma mowy! Waga jest dla mnie ważna, ale to nie wszystko. Chciałabym zgubić jeszcze kilka zbędnych wciąż kilogramów, ale dużo ważniejsze jest dla mnie zdrowie. Wolałabym, aby spadek wagi był tylko skutkiem ubocznym zdrowego stylu życia, jaki zamierzam kontynuować i stale ulepszać. Nie rezygnuję z niczego, co do tej pory wprowadziłam w życie. Zdrowsza kuchnia, treningi, więcej ruchu. Wszystko zostaje tak, jak było. Śmiem nawet twierdzić, że będzie tego zdrowszego i lepszego więcej. Już teraz realizuję wyzwanie mojego trenera "10 tysięcy padnij-powstań przez rok" (chyba upadłam na głowę, ale z drugiej strony dlaczego nie?), a na tym nie poprzestanę.

Może nieskromne to będzie, ale "mniej Mamanki" całkiem mi służy ;)


15 komentarzy:

  1. Gratulacje! !!!w tym miesiącu i ja swietowalam sukces dziesięć kilogramów mniej: )))) wiem ile to kosztuje i silnej woli i wysiłku. A jakie samopoczucie! Wspaniale, trzymaj tak dalej! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i brawa dla Ciebie!

      Usuń
    2. Dziękuję i brawa dla Ciebie!

      Usuń
  2. Gratuluję. Piękny wynik :) I rewelacyjnie wyglądasz, już na zdjęciach z drugich urodzin bliźniąt widziałam, że jest ciebie mniej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogromnie Ci gratuluję, zazdroszczę, podziwiam i cieszę się z Tobą! Najbardziej jednak Cię podziwiam, bo całe 3 razy towarzyszyłam Ci podczas padnij - powstań, z tym, że ja już nie powstałam:) Aż się wzruszyłam z okazji tych Twoich 10 kg mniej, bo jest to i moje marzenie, więc wyobrażam sobie, co i jak czułaś dziś rano. Wyglądasz przepięknie:) Z każdej strony:) Od zewnątrz i od środka:) Buziaki Aniu! Świętujcie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aniu. Coś mi się wydaje, że i Ty niebawem będziesz świętować. Świetnie Ci idzie!

      Usuń
    2. Dziękuję, Aniu. Coś mi się wydaje, że i Ty niebawem będziesz świętować. Świetnie Ci idzie!

      Usuń
  4. wielkie gratulacje tym bardziej że wiem że przy dzieciach jest to naprawde wyzwanie ja nie raz próbowałam ale jak najmlodszy śpi to potem już nie mam siły na nic a z kolei wieczorem już nie mam siły na cwiczenia :) gratulacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama w domu też miałabym kłopot. W grupie raźniej!

      Usuń
    2. Sama w domu też miałabym kłopot. W grupie raźniej!

      Usuń
  5. Gratuluje wytrwałości w dążeniu do celu!! 10 kg to jest wyczyn!! Tak z ciekawości spytam - gdzie chodziłaś na siłownie - i pod okiem jakiego trenera ćwiczyłaś? pytam bo jestem również z Leszna i szukam właśnie dobrego trenera :) pozdrawiam
    stała czytelniczka Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martyno, ja chodzę do Jokera na treningi z Amadeuszem. Zajęcia są grupowe, wiec motywacja większa. Może dołączysz do nas?

      Usuń
  6. Gratuluję Kochana, ja podjęłam walkę dokładnie 6 maja i walczę, walczę, walczę. Jeśli ja nauczę się zdrowego stylu życia to moja rodzinka też będzie zdrowsza :) Może moja córeczka też przejmie te zdrowe nawyki? Oby tak było. Trzymam za Ciebie kciuki i cieszę się ogromnie z Twojego sukcesu :) Widząc Twój sukces mam większą motywację do działania. Powodzenia w zdobywaniu kolejnych celów :)

    OdpowiedzUsuń