On wcale nie ma lekko


Długo nie pisałam, długo nie robiłam żadnych zdjęć. Po części z braku czasu, po części z przygnębienia, ale i po części świadomie. Potrzebowałam czasu, żeby spojrzeć na swoje macierzyństwo z innej perspektywy, z niewielkiego dystansu; żeby znowu zrozumieć, że tak, jak jest, jest dobrze; że tak być musi; że inaczej nie będzie; że to, jak jest, nie minie, ale że to po prostu jest nasza nowa rzeczywistość (nadążacie?). Musiałam złapać oddech, żeby ze spokojem przyjrzeć się temu, jakie są nasze dzieciaki i jakie relacje je łączą, a przede wszystkim temu, jak radzi sobie z ich budowaniem (z racji nasilającego się buntu) nasze najstarsze dziecię.










Obserwowałam, jak odnosi się do bliźniaków. Starałam się wczuć w jego sytuację. Próbowałam wejść w jego skórę i spojrzeć z jego perspektywy na to, kto i co go otacza.

I wiecie co? Dotarło do mnie coś, co niby jest bardzo oczywiste, ale zupełnie nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy.

On wcale nie ma lekko! Jego życie nie jest usłane różami, chociaż zapewniamy mu to, co możemy. Wydawało mi się, że nie przeżywa tego, że w domu - oprócz niego samego i rodziców - jest ktoś jeszcze. Jakże się myliłam! Chociaż zazwyczaj tego nie okazuje, z pewnością trudno mu zaakceptować nasze pewne zachowania. Nie wymaga od nas, żebyśmy poświęcali mu calutki swój czas (zwłaszcza że jest aktualnie na etapie "śam!"), ale widzę, że momentami jest mu źle, że musimy zająć się maluszkami, a jemu każemy poczekać. Nawet jeśli chciałabym inaczej, nie mam możliwości zrobić tak, żeby on był spokojny i bliźniaki nie płakały :/ Czasami mam potworne wyrzuty sumienia - że nie zareagowałam w porę, że nie odpowiedziałam, kiedy miał mi coś ważnego do powiedzenia, że zamiast uśmiechu posłałam mu groźne spojrzenie, bo akurat młodsze dziecię wymagało mojej uwagi, a on po raz setny domagał się czegoś... 

A przecież on ma dopiero dwa latka! Chociaż wydaje się nam już taki duży, jest jeszcze malutki. Nie wszystko rozumie, nie radzi sobie z wieloma emocjami. 

A te ostatnie znajdują ostatnio ujście na twarzy i w zachowaniu...

Nasz starszak rodzeństwo uwielbia. Temu nie można zaprzeczyć. Nadal na topie są przytulasy i całusy. Kiedy trzeba, poda smoczki, przyniesie grzechotki, obetrze pieluszką buzie. Słodkie "Godziu" i "Śaniu" wybrzmiewa co chwilę. A jednak nie jest tak kolorowo. Często, kiedy ma dość ich wrzasków, krzyczy "NIE!". W ogóle ostatnio dużo krzyczy :( Kilka razy zdarzyło się, że w przypływie emocji zbyt mocno przydusił rodzeństwo, a ostatnio nawet... ugryzł! Tłumaczymy, że to ich boli, że sprawia im przykrość, ale na niewiele się to zdaje... 

Wierzę, że nie robi tego nam lub im na złość. Raczej z ciekawości lub niewiedzy. Gubi się w trudnych relacjach międzyludzkich i próbuje rzeczy, o które go nie posądzaliśmy.

Wierzę też, że to tylko gorszy moment, że to przejściowe. Zapewne żadnemu pierworodniakowi nie jest łatwo. Wcześniej rodzice są tylko dla niego, później muszą podzielić swoją uwagę na dwoje, troje... I nieważne czy różnica między nim a młodszym rodzeństwem wynosi rok, czy dwadzieścia lat - od momentu pojawienia się kolejnego dziecka w rodzinie wszystko się zmienia. 

Nasz maluch eksperymentuje z emocjami. Na początku tego nie było. Teraz często buntuje się, krzyczy. Zdaję sobie sprawę, że to wynik nie tylko walki o nasze zainteresowanie, o odciągnięcie naszej uwagi od bliźniąt, ale i ciągłego rozwoju, nieustannego zdobywania nowych umiejętności, z nadmiarem których trudno sobie poradzić. Inne  starszaki "uwsteczniają się", próbując naśladować młodsze rodzeństwo. Jeszcze inne zamykają się w sobie, tworząc barierę nie do przeskoczenia... Co lepsze/gorsze? Nie umiem powiedzieć...

Ale będzie lepiej, to wiem na pewno! Przetrwamy to jakoś, prawda synku? Jeszcze trochę i zbudujemy relacje, że mucha nie siada!  













24 komentarze:

  1. Tak będzie.
    i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że choć oczywiście są różni, to niektóre miny moja Ania strzela identyczne, jakby byli spokrewnieni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wszystkie dzieci w TYM wieku chyba tak mają :)

      Usuń
  2. Na pewno wszystko się ułoży!
    Szymek jest wierną kopią taty;) I te oczy!
    A Ty Aniu wyglądasz na bardzo zmęczoną, mam nadzieję, że z każdym dniem będzie tylko lepiej, rodzinkę macie bombową!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, zmęczona jestem , to fakt, ale te podkrążone oczy to zmyła - mam takie od zawsze, niestety! :/
      Dzięki!

      Usuń
  3. Szymkowi na pewno jest czasem trudno ,ale za to majac rodzenstwo z tak mala roznica wieku bedzie za niedlugo odcinal kupony:-) taka roznica jest super wg mnie,chociaz pracy duzo, przy dwojce au Was trojce dzieciaczkow. Jestem pewna ze pokonacie trudne chwile! Moj tez o byle co czasem piszczy i krzyczy, czym wystawia nasza cierpliwosc na probe... taki urok dwulatkow. Rozumiem Twojerozterki,ze czasem nie mozeszposwiecic strszemu uwagi,ja np tez czasem jestem zmeczona i nie mam sil i takie dni sa. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja wierzę, że za jakiś czas będzie pięknie. I że nasz wysiłek się opłaci.
      Ściskam!

      Usuń
  4. Przezywalam, przezywam, ale na szczescie za nami bunt 2-latka, ktory wcale mitem nie byl i skonczyl sie wraz z nadejsciem 3 urodzin. Dlatego duzo sily zycze i cierpliwosci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z buntem trzylatka? :)

      Usuń
    2. To juz co innego - kombinowanie, wymuszanie, ale juz mniej widowiskowe, mniejsze w sile i natezeniu, a histerie juz raczej tylko ze zmeczenia. Zaczal juz sie wiecej "bawic" z maluchami, ale juz zdecydowanie bardziej uwaza i jest bardziej swiadomy tego, ze mozna im zrobic krzywde. Bedzie lepiej :)

      Usuń
  5. Aniu, pozdrawiam całą Waszą rodzinkę, a szczególnie Szymka:-) Zapewne łatwo Mu nie jest. Dorosłemu czasem trudno ogarnąć te wszystkie emocje, a co dopiero takiemu małemu dziecku. Ale Wasza w tym głowa, żeby jak najmniej odczuł, że nieraz bliźniaki wymagają większej uwagi. Wiem, ze przetrwacie i będzie tak, "że mucha nie siada":-) W tej całej sytuacji najważniejszy jest fakt, że zdajesz sobie sprawę, że Szymek może być czasem zagubiony, a to bardzo ważne. Są rodzice, którzy nawet nie myślą o tym, że starszak może czuć się źle, poświecają cały czas młodszemu rodzeństwu (znam takich).
    A oczy Szymka "powalają na kolana", jestem nimi zachwycona, jak zawsze! - I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te oczyska "załatwiają" wszystko - wystarczy że spojrzy, a ja od razu mięknę :) Ostatnio powalił mnie na kolana (emocjonalne) tym, że kiedy popłakałam się, on podszedł do mnie, powiedział "Mamuś, nie paa", kiwając przy tym głową, pogłaskał i przytulił. Tak sam z siebie... Wzruszył mnie jeszcze bardziej. Małe te dzieci, a takie już mądre :)

      Usuń
  6. Jestem pewna, że z każdym dniem, tygodniem i miesiącem będzie coraz lepiej i łatwiej. Macie powód do dumy i zadowolenia z synka, bo na te wielką zmianę mógł zareagować na wiele różnych sposobów. A on taki dzielny i dobry dla rodzeństwa! Najważniejsze, ze za rok bliźnięta bedą biegały za swoim starszym bratem i naśladowały go we wszystkim a Szymek na pewno będzie zadowolony :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach się bać tej bieganiny! ;) Mam tylko nadzieję, że będzie im mądrze przewodniczył.

      Usuń
  7. Ojej, znam to, mam to.
    Szymek pewnie teraz w ma skok, dlatego się zrobił nerwowy. Ja sama jeszcze dwa tygodnie temu załamywałam ręce - nie mogłam Oli zostawić przy Czarku, bo zaraz ją gryzł, czasem nawet w stopę, gdy była u mnie na rękach. Tłukłam do łba o tym, że boli ją, Lola siedziała albo blisko mnie, albo w wózku/ kołysce, bałam się o nią.
    I pewnego dnia mu przeszło. Tak o, po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziecko to doskonaly obserwator. Skoro młodszym wolno krzyczeć, płakać i rodzice reagują to mnie rownież wolno, bo wtedy będa na mnie reagowali. Prosty mechanizm......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, prosty. Ale nasza w tym głowa, żeby wytłumaczyć mu to tak, żeby zrozumiał.

      Usuń
  9. U nas Filip ostatnio dwa razy uszczypał w twarz dwutygodniową Siostrę.. nie miałam pojęcia jak zareagować. Wytłumaczyłam, może trochę za głośno.. ale tak bezradnie się czuję bo wiem że to ON jest w najgorszej sytuacji, że to JEMU jest najtrudniej, tak mi GO szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Z mojej strony mogę Cię tylko "pocieszyć", że reakcje Szymka są jak najbardziej naturalne. Jakby się tu nie bronic przed buntem dwulatka...nasze młodsze i starsze przechodziło:) Gryzie tylko młodszy:) Po buncie 2-latka przychodzi bunt 3-latka. I tak dalej:) Najważniejsze, to zachować spokój i być cierpliwym. Nie odkryłam jeszcze JAK to robić, ale staram się każdego dnia od nowa:) Ściskam Cię mocno i życzę zdrówka i trzymania się myśli, że trudny czas minie za jakiś czas:) pozdrawiam!
    PS. W razie czego - daj znać, przybędziemy z pomocą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio mój mąż rzucił: "Powiedz, że ten bunt kiedyś mu minie". Odparłam "Jasne, ale wtedy pojawi się kolejny" ;)
      Samo to, że po drugiej stronie Poznańskiej jest ktoś, kto ma podobnie, pomaga :) Dzięki :*

      Usuń
  11. No pewnie, ze sobie poradzicie mamusiu! Mocno trzymam za Was kciuki aby nastapilo to juz niedlugo :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wzruszyłam się... Jestem wręcz pewna, że wszystko sobie poukładacie!

    OdpowiedzUsuń