Asertywność - moja nowa znajoma

Zostałam wychowana na "grzeczną" dziewczynkę. Taką, która zawsze "Dzień dobry" powie, nigdy złego zdania nie wyrazi, chętnie podejmie się każdego działania... 
Przez bardzo długi czas należałam do tych, którzy wolą się dostosować niż odstawać. Łatwo można było mnie "urobić". Fascynowałam się życiem innych, zamiast kształtować swoje. Kopiowałam, zamiast tworzyć. Kiedy ktoś mówił coś, co mi się nie podobało lub kłóciło się z moimi poglądami, wolałam siedzieć cicho. W myślach aż rwałam się, żeby wykrzyczeć swoje zdanie, ale odwagi nie starczało. Taka uległość - zarówno wobec ludzi, jak i życia - wielokrotnie skutkowała porażką. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy ktoś zawiódł moje zaufanie i  rozczarowało mnie życie. 


Nie powiem, takie "grzeczne" zachowania również są pożądane i zdecydowanie umilają codzienność, ale nie, jeżeli są na pokaz. Pokora i życzliwość - TAK, uległość i zachowawczość - NIE.

Od pewnego czasu uczę się siebie na nowo. Poznaję siebie z innej strony. Pewnie każdy tak ma, że z wiekiem robi się oporniejszy i odważniejszy. We mnie zmiany zachodzą pod wpływem kilku czynników. 

Pierwszy z nich to mój Mąż. To On uczy mnie, że nie zawsze muszę robić to, czego oczekują ode mnie inni. Że o swoich uczuciach i przemyśleniach trzeba mówić głośno - nawet jeśli tylko w towarzystwie tej "drugiej połówki". Kiedy coś mnie męczy, tak długo wierci mi dziurę w brzuchu, dopóki nie wygadam się, nie wyżalę.

Drugi - to nasz Syn. Dziecko zmienia wiele rzeczy, a przede wszystkim sposób patrzenia na świat, na życie. Następuje przewartościowanie dotychczasowego systemu wartości. Zmienia się perspektywa. Ja już teraz, dzięki Szymkowi, czuję, że jestem odważniejsza; że czasami po prostu muszę się odezwać, bo chodzi o Jego dobro; bo nie podoba mi się, kiedy ktoś próbuje "urobić" Go na swoje. Poza tym nasze Dziecię coraz uważniej nas obserwuje i koduje w tej małej główce pewne zachowania. W takiej sytuacji trzeba wykazać się konsekwencją - także w mówieniu NIE.

Trzeci - to życie - codzienność i upływający czas.  Kiedy ma się swoją rodzinę, kiedy żyje się na własny koszt, kiedy podejmuje się decyzje mające wpływ na życie najbliższych, trzeba umieć powiedzieć NIE. Trzeba umieć określić swoje zdanie. Trzeba umieć być konsekwentnym.

Co mnie skłoniło do takich przemyśleń? Ano to, że wczoraj - po raz pierwszy tak świadomie i odważnie - zachowałam się asertywnie. Pewna osoba z naszego bliskiego otoczenia, już po raz kolejny odezwała się do Szymka "Nie, nie, tego nie wolno, bo mama zrobi bach! bach! na pupę" (inna wersja - "bo mama będzie bić po łapce"). Nie wytrzymałam i odpowiedziałam (całkiem spokojnie), żeby tak nie mówiła, bo ja Dziecka nie biję i bić nie zamierzam, więc straszyć biciem też nie pozwalam...
Normalnie dumna z siebie jestem! Nie bolało, a poczułam się wyzwolona. Ulżyło mi, bo w końcu powiedziałam to, co myślę :)
Wam też polecam!

32 komentarze:

  1. i dumna bądź, czasem po jakimś moim asertywnym komentarzu zapada tak grobowa cisza że już żałuje że się odezwałam, ale to zgodne ze mną. Ja też uczę się siebie ODWAGI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po mojej odpowiedzi również zapadła cisza, ale cóż - widocznie zamknęłam komuś usta :)

      Usuń
  2. Dzieci, życie i w ogóle dorosłość odkrywają w nas takie cechy, o jakie siebie byśmy nigdy nie posądzali! Tak trzymać!

    Ja na przykład dzięki Zosi stałam się odważniejsza. Blog blogiem, ale pamiętam jak dziś sytuację znad morza. Spacerujmy alejką przy Motławie, a tu Zosia uraczyła nas kupą-gigant. W pobliżu tylko ekskluzywna restauracja, do której normalny człowiek zbliży się tylko, by przeczytać menu przy wejściu i zrezygnować zaraz po zobaczeniu cen. ;) A ja tam weszłam, spytałam o możliwość przebrania dziecka. I choć nie mieli w łazience przewijaka, pozwolili mi bez problemu przebrać Małą na stole w jednej z sal! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no, no! Brawo! Nie taki diabeł straszny :)

      Usuń
  3. I bardzo dobrze! Ja tez uczę sie asertywności i wogóle siebie odkąd mam dziecko!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też tak mam, że dopiero się siebie i swojej asertywności uczę:) dobrze postapiłaś, ja obiecałam sobie, że w sprawach dziecka nie ustąpię i nie pozwolę się "urobić" na razie daję radę:))

    OdpowiedzUsuń
  5. ja odkąd zaszłam w ciążę też stałam się bardziej asertywna, sama siebie czasem zaskakuję i zastanawiam się czy nikogo nie uraziłam bo nie jestem przyzwyczajona odmawiać...ale trzeba, najważniejsza jest dla mnie rodzina i ich dobro :) poza tym to wkurzają mnie takie teksty "bo mama...." bo mama będzie zła, bo mama da w pupę, bo mama zabierze...niech o sobie mówią albo nie mówią w ogóle! Dobrze powiedziałaś! You go girl! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      "Uwielbiam" takie straszenie matką. Jakoś sami nie mają odwagi powiedzieć, "bo JA dam ci klapsa". Lepiej postraszyć kimś innym, a samemu być "świętym". Szkoda słów...

      Usuń
  6. Skąd ja to znam Aniu. Z brakiem asertywności borykam się od zawsze. Nawet ze względu na pracę nie jeden raz próbowałam powiedzieć stanowcze NIE, to potem jakieś wyrzuty wewnątrz miałam, że może ktoś się obrazi czy coś podobnego. Ale przyznać Ci rację muszę , że odkąd jest dziecko trochę inaczej na to patrzę. I również raz w stosunku do kogoś kto zbyt bardzo chciał ingerować w życie mojej rodziny powiedziałam dość. I dobrze mi z tym :)
    Obyśmy Aniu taką siłę miały na codzień! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pracy też mam (a może miałam) z tym problem...
      Tak jak piszesz - oby sił nie zabrakło!

      Usuń
  7. Też chcę się tego nauczyć, mam nadzieję, że kiedy przydarzy nam się podobna sytuacja, będę miała odwagę zareagować podobnie jak Ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki. Pomyśl sobie wtedy o mnie - może to doda Ci odwagi :)

      Usuń
  8. Zachowanie godne podziwu! Mimo tego, że nigdy nie miałam problemów z wyrażaniem swojego zdania to też uczę się wielu rzeczy. Mianowicie olewać tych, którzy w swoich poglądach są natarczywi i tych, którzy są niereformowalni... Głową muru nie przebiję:)a Tobie życzę wytrzymałości w zdobywaniu asertywnej postawy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pier.... bez komentarza... mm

    OdpowiedzUsuń
  10. suuuuuppperrrrrr :)tez sie tego ucze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. dzieci wyzwalają w nas tę asertywność. u mnie zaczęło się już w ciąży, a teraz czasem aż siebie nie poznaję. a przedtem miałam tak, jak to opisałaś na początku. także popieram!

    OdpowiedzUsuń
  12. też mam zawsze z tym problem. Ale lepiej od razu zareagować niż przez cały dzień mieć do siebie żal, że znów się pozwoliło komuś za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziecko uczy wielu rzeczy i do wielu dodaje odwagi :)
    Straszenia dziecka mamą w życiu nie zrozumiem, chociaż sama czasem do Demolki mówię "bo Cię zaraz uduszę!" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Mi czasami też się coś wymsknie, ale pilnuję się :)

      Usuń
  14. Możesz być z siebie dumna! :)
    Ja z asertywnością niestety mam problem od zawsze i bardzo chciałabym to zmienić. Ciągle marze o swojej działalności bym nie musiała wracać do pracy - pracując dla kogoś nie potrafię niczego odmówić, na wszystko się godzę, wiem ze można dać mi dużo obowiązków a ja bede robić a w duchu myśleć co bym chciała powiedziec i jak odmówić ale te wszystkie myśli zostają w głowie :(
    Kilka dni temu miałam Pole w ogródku i mama wzięła ją na rączki. Mowie mamie, ze chyba za mocno wieje, ale kolezanka mamy spojrzala na mnie jak na panikujaca, przewrazliwiona matkę. Mama mowi: myślisz, ze naprawdę aż tak wieje? Mowie: Tak, chce zebys ją wzięła do domku. Też byłam z siebie dumna :) Choć wiem ze mama zle nie chciała.
    Mam nadzieje, ze kiedyś bede bardziej asertywna - życie byłoby o wiele łatwiejsze nie tłumiąc w sobie tego, co chciałabym powiedzieć na głos :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małymi kroczkami wypracujemy w sobie tę umiejętność. Mi też jeszcze dużo brakuje...
      Trzymam kciuki za własny biznes! :)

      Usuń
  15. Gratuluję tego "pierwszego razu"..ja jeszcze odwagi nie miałam....asertywna nie jestem ani trochę...wogóle jak czytałam co pisałaś to tak jakbym o sobie czytała...no wypisz wymaluj cała ja...

    OdpowiedzUsuń
  16. jakbym czytała o sobie!!! Na szczęście uczę się asertywności! Życie, praca a teraz macierzyństwo sprawia, że coraz więcej zdarzeń aby tą asertywność ćwiczyć jak najczęściej...

    Gratuluję wczorajszej odwagi!! Wiem jakie to trudne zwrócić komuś uwagę ale tak jak piszesz - w kwestiach własnego dziecka ma się więcej odwagi!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Co powiesz na to...
    Jakis czas temu przyjechala do mnie kolezanka,z ktora dawno sie nie widzialam. Przyjechala glownie po to,zeby zobaczyc mojego synka. Wybieralysmy sie na spacer. Trzymalam synka na rekach i w pewnym momencie wypadl mu smoczek na ziemie. Ona (kolezanka rzecz jasna) schylila sie,smoczek podniosla OBLIZALA i wsadzila Antkowi do buzi. A ja co...wlasnie NIC! Myslala,ze ja zabije. Ja matka nigdy smoczka nie oblizuje,nie wkladam do swoich ust bo miliony bakterii,bo nie higienicznie,bo i po co?! Normalnie zla bylam jak cholera,ale sie nie odezwalam...A dlaczego? Bo nie wypada,bo sie pogniewa...a dup** moglam jej zwrocic uwage,ba nakrzyczec na nia,ze tak sie nie robi ale nie umialam i zla jestem na siebie. Przeciez chodzi o mnie,o moje dziecko.
    Pora i na mnie,czas to zmienic.
    Stala czytelniczka
    Mama Antosia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łooo... Aż mam ciary na skórze. Co za tupet! Myślę, że wina leży po obu stronach - ona zdecydowanie nie powinna tego robić, a Ty miałaś powiedzieć jej prosto w oczy, że sobie tego nie życzysz. Coś mi się wydaje, że dopóki tego nie usłyszy, nadal będzie tak robić.
      Trzymam kciuki za to pierwsze słowo NIE - później będzie już dużo łatwiej!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  18. I bardzo dobrze. Czasami jesteśmy zbyt mili, bo nie chcemy kogoś urazic, puszczamy czyjeś nieprzyjemne uwagi koło uszu, mimo ze nam się nie podobają. Ja też odkąd mam dziecko stałam się bardziej asertywna, a jeśli chodzi o małego, to już w ogóle. Nie pozawalam by ktoś dał mu coś do jedzenia, czego ja nie akceptuję, nie pozwalam go całować w usta(!!!). Mówię to głosno, najwyżej się ktoś obrazi trudno.

    Asertywnośc jest trudną cechą, uczymy się tego czsami i pół życia. Ja zaczęłam po 30tce, wcześniej często dawałam po sobie jeździć i chowałam uszy. Teraz jestem inna, jestem matką i to daje mi siłę.
    POzdrawiam ciepło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asertywność jest bardzo trudna! Na szczęście człowiek posiada umiejętność uczenia się przez całe życie - inaczej bylibyśmy już na stracone pozycji.
      :*

      Usuń
    2. Trudna, ale przydatna, czasem trzeba umieć postawić na swoim :)) Nie oglądać się na innych :)))

      Usuń
  19. Też staram się uczyć asertywności,ale jakoś mi to nie wychodzi-może jeszcze dorosnę do tego bo czasem mam też ochotę tak odpalić,że coś...(ciocia nr2:))brawo Aniu:))

    OdpowiedzUsuń